Pierwsza szklanka whisky.

Czasem czlowiek nie zwraca uwagi na szczegoly, albo widzi i czuje, jak mu wygodnie. Czasem jedno i drugie. Zadna nowosc.

Pamietam motto pewnej ksiazki, ktorej nawet nie czytalam: “Bog mieszka w szczegolach”. Cytat pochodzi ponoc z Kabaly. To byla ksiazka dla smakoszy zycia.

Przeanalizujmy wiec teze (autorstwa Murakamiego) zawarta w tytule . Obok mnie pol karafki whisky, lod w zamrazalce, w tle The Doors (osobiscie, do nich pije mi sie najlepiej), zadnej, o zgrozo, popitki. Nie szanuje ludzi, ktorzy popijaja whisky.

I szklanka:

Najpierw orzezwiajacy zapach w nozdrzach, a na wargach przyjemne pieczenie. Potem to rozkoszne, lekko gorzkawe uczucie na podniebieniu, ktore, wraz z przelknieciem, rozlewa sie lagodnie po przelyku, przynoszac spokoj, cieplo i ciarki w okolicach lopatek. Ten ostatni moment jest zdecydowanie najlepszy.

Z druga sztuka, zaczynam odczuwac glebie smaku, po kolejnych – juz mi wszystko jedno.

Pamietam, jak rok temu pojechalismy stopem do Wiednia. Waldek ugoscil nas przecudnie. Wystawil dobrze schlodzona whisky, nazwy ani ja, ani Jedyny, juz nie pamietamy. Po tej jednej butelce pilismy whisky z, uwaga, plastikowej butelki. Naprawde bylo juz wszystko jedno, mimo tego paskudnego posmaku.

Wniosek – Murakami mial racje.

Jest jeszcze jedna rzecz, ktora dziala pozytywnie na moje zmysly – “brzdek” zalewanych kostek lodu.

Milego wieczoru/poranka,

Kami

 

Jedna odpowiedź do “Pierwsza szklanka whisky.”

  1. marta Powiedział/a:

    Jesteś bezbłędna. Chociaż do whisky mam taki stosunek jak do kropel żołądkowych, to aż mi ochoty narobiłaś.
    Widziałam twoje zdjęcie z AK-47 na blogu “Jedynego”. Jesteś cudowna z tymi zabawkami. Musisz zostać fotografem, choćby ze względów estetycznych.

Leave a Reply