Zjawisko nadzwyczajne.

Juz dawno doszlismy do wniosku, ze Gdansk to wioska. Takie male wygwizdowo, ktore lata swej swietnosci ma juz dawno za soba.

Wystarczy tu pozyc wiecej niz 3 dni. Jeszcze w zeszlym tygodniu wylaczali nam w nocy oswietlenie zabytkow, w tym wiezy Mariackiej. Normalnie stan wojenny. Z tych czasow zostal Gdanszczanom nawyk znikania z ulic w okolicy 22. Po tej magicznej porze, o ile nie jest to piatek/sobota, nie przebywasz w okolicy klubu lub nie ma jakiejs wiekszej imprezy, to spotykasz pojedyncze dusze. ”N-ki” w srodku tygodnia to jedna wielka sypialnia. Mozna rozwalic sie na pol autobusu i tak pozostana wolne miejsca. Wiekszosc pubow dziala max do 24, az mam czasem wyrzuty sumienia i dopijam na szybko, by nie meczyc barmanek… I nocnego w centrum to ze swieca szukac. Wiec zostaje Sopot, o.

Ot, koniec swiata (a swiat sklada sie z galezi, powaga).

Wczoraj bylo inaczej. Z powodu tej smiechowej Nocy Muzeow, spora czesc mieszkancow wypelzla z podziemi. Jak te szczury z Dzumy. Wyszly, by umierac na swiezym powietrzu (oj, ja wiem, ze tam bylo “na sloncu”, modyfikacja na potrzebe tekstu, slonca nie bylo, znaczy bylo, ale sie schowalo). Tak, umierac, gdyz spora (pomijajac ludzi z IQ wiekszym niz roslinki, rodzicow z pociechami, staruszkow, mfroczne bachorki, ktore powracaly z mfrocznego koncertu Comy) czesc ludzi lapala przyslowiowego “zgona”. Generalnie, ilosc zgonow na metr kwadratowy powierzchni przystanku ulega zwiekszeniu. Ot, polska mentalnosc. Kazda okazja jest dobra, by sie napic.

Z drugiej strony. Co to za przyjemnosc? Obcowac z kultura w towarzystwie rozwrzeszczanych dzieciakow, pijanej mlodziezy? Byc poganianym przez przewodnika jak swinie na rzez, gdyz czeka nastepna grupa? I stac w kolejkach, niczym Anglicy po cukier podczas II WS?

Doszlismy do wnosku, ze lepiej zwiedzic, i tak juz dobrze nam znana, cafe Kamienica. Wole zaplacic te 5 zl za wstep, a co bede skapic. I spokoj bedzie. I nikt mi w kadr nie wejdze, nikt w pieluche nie narobi, o.

Choc fakt, ludzi bylo multum. Doskonala okazja dla kieszonkowcow ;). Jak wracalismy z kebaba, zaskoczyli mnie jeszcze bardziej. Otoz, na placu Kobzdeja pogrywala na bebnach ekipa Rodrigeza. Dodatkowo – jakas banda dzieci krecila poikami. Szlo im sredno, a podnosnik nad placem, w ktorym siedzial tancerz (i tak nikt go nie widzial z dolu), to juz przerost formy nad trescia…

No, ale cos sie dzialo. I ludzie byli.

A teraz spac. Dwie zarwane noce z rzedu, to lekka przesada, a trzy godzinki snu u Jedynego, to stanowczo za malo. Zwlaszcza, ze jutro matura oralna ;).

Kami

ps. A wiecie, ze fana Comy mozna poznac po wygladzie? Mfrock, nie ma co. 

Tak btw, jak ktos tego slucha, to mi przykro, szczerze.

A i na koniec dowcip by Jedyny:

Wiecie czemu bilety na koncert Comy podrozaly?

Wybudowanie dodatkowej sieci kanalizacyjnej, aby krew z rozcietych zyl, zdesperowanych i mfrocznych fanow Comy, mogla znalezc ujscie, wymaga wiekszego nakladu mamony.

I musze zaczac nosic aparat -_-.

Odpowiedzi: 2 do “Zjawisko nadzwyczajne.”

  1. tygrys Powiedział/a:

    ej, ja słucham comy :P (i jeden z moich współlokatorów, a on z rocka słucha tylko comy i ona, więc strach i mhrok). a właśnie – czemu mfrock? z tą formą się jeszcze nie spotkałam. jak to ja mało w życiu doświadczyłam jeszcze… (tu rozważania urywają się na rzecz udania się po czipsy, do żabki, stolicy babilonu).

    i nie lubię tych komentarzy, bo na ką pytę im mój mejl?

  2. kamilsien Powiedział/a:

    wiesz… oni muzycznie sa nawet spoko… tylko brzmia cierpientniczo! Rogucki spiewa, jakby mu wbijali noz w zebra i z uporem maniaka nim krecili. I jeszcze to “Ssspaaaadam”, litosci.
    A to, ze fani comy, to male mfroczne, emo, prawie-jak-fajne dzieciaczki to juz inna historia.

Leave a Reply