3 wielkie dni…
Na ASP sie nie dostalismy. Cale otoczenie, procz mojego ojca, dziwi sie naszemu podejsciu do sprawy – zamiast plakac, rwac sobie wlosy itd., My sie po prostu cieszymy. Mamy Krakow, mamy pralke, mamy siebie (jakkolwiek slodko to nie brzmi) oraz wrocila mi ochota na robienie zdjec.
Przez to cale zamieszanie prawie kazda fota zrobiona w celach egzaminacyjnych sprawiala mi bol. Ostrzegano mnie, ze to srodowisko nie dla mnie, zem za malo pokorna itd. No i mieli racje. Szanowna komisja z Bazyliszkiem na czele w dupie miala moje zdjecia. Nie przyjeli mnie, gdyz… za malo czytam. Szczegolnie pozycji ich autorstwa. Pamietajcie, czytanie fachowej literatury zrobi z Was kolejnych Bresson’ow, nie ma innej opcji. A pocalujcie mnie w moja piekna rzyc, o.
Zeby mniej wiecej zobrazowac egzamin: komisji bylo 3, czyli mamy quasiobiektywizm. Mnie np. pytali o malarstwo… W innej sali jeden egzaminator uparcie twierdzil, iz TO zdjecie nie jest autorstwa Bressona…
Juz w polowie egzaminu mialam dosc. Chcialam wyjsc. Gdybym miala przebywac przez 3 lata z takimi zadufanymi typami, ktorzy z powodu, iz nie prenumeruje “Fotografii” (nota bene, wydawnictwo powiazane z tym ASP), zachowywali sie tak, jakbym nabila na pale ich matki, to wyladowalabym w Kocborowie, wczesniej lub pozniej.
Nie nadaje sie tam. To nie jest srodowisko dla mnie. Po prostu czulam sie tam zle.
I szczerze – w niedziele odetchnelismy z ulga, a sciany w Krakowie beda pomaranczowe, o. Trzeba tez kupic opiekacz, a ze i studia beda DUZO tansze – bedzie kaska na wakacje :D.
No i dzis wyniki matur. Jest dobrze, ba nawet bardzo dobrze :). Wos i ang powyzej 75% na rozszerzeniu, co na moje, nie oszukujmy sie, polozenie lachy na mature, jest wynikiem swietnym. Troche gorzej z polskim, nie mozna byc swietnym ze wszystkiego. To nieprzyzwoite.
Kami