Pierdolisz?

Nie lubie radykalnych wegetarian. Zwlaszcza tych wojujacych z wlepkami, sprayami, plakatami. Za przeproszeniem, co Wam do tego, ze jem mieso? Czy My, mordercy, chodzimy i wrzeszczymy: “jedzac korzonki, wspierasz debilizm”?
Dodam, iz znam (i szanuje) 7 wegetarian. Tylko zaden z nich przenigdy nie posadzal mnie o zabijanie, nie opowiadal mi o swiniach gotowanych zywcem w glebokim oleju, cierpieniu kurczakow spod szyldu McDo itp.. Jakos potrafia szanowac poglady malego, rudego mordercy.
Jem mieso od kiedy wyrosly mi zeby i, jasna cholera, dobrze mi z tym.
Kami
wrzesień 27, 2008 @ 1:57 pm
Straszne. Ktoś wstrząsnął kryształową klatką. Ojej, ojej.
Żeby nie było – nie jestem raczej fanem/zwolennikiem podobnych akcji, ale jeszcze bardziej pocieszne jest oburzanie się w powyższym stylu. Nikt nie dokonał ataku bezpośredniego na twoją lodówkę – natomiast wychodzi na to, że akcja ze sprayowaniem wyszła im znakomicie. Ktoś miał się przejąć i przejął się. Ale nie dostrzegam tutaj braku szacunku dla czyichkolwiek poglądów (nie napisano: “kupując mięso wspierasz zabijanie i jesteś strasznym ch…em, a w ogóle to własnoręcznie zabiłeś wróbelka”) – w pewnym sensie stwierdzają fakt. Przejmujesz się tym? Jeśli nie, to w czym problem? Jeśli tak – zostań wegetarianką. ;)
wrzesień 27, 2008 @ 8:49 pm
Hmm… nigdzie nie napisalam, ze sie tym przejmuje.
W zwyklym zdaniu twierdzacym przedstawilam swoj poglad. Nie chodzilo mi o sam napis. Chodzi mi o ogolna obywatelska aktywnosc majaca na celu zmiane moich pogladow, wplyniecie na moje mysli i czyny. To samo mysle o ludziach z Greenpeace, wszelakich ekologach, feministkach, swiadkach jehowy, wstaw co chcesz.
Nie lubie tego, podobne akcje powoduja u mnie wielkiego banana na twarzy, glupota ludzka naprawde raduje me serce. Czasem mnie to irytuje, zwlaszcza ta zaraza od wielorybow na krakowskim rynku. Znaczy najpierw smieszy, potem irytuje, wszystko w nadmiarze szkodzi.
I szczere wspolczucia dla osob, ktore ten napis w jakis sposob dotknie. Zazwyczaj przechodnie spogladaja na to poblazliwym usmiechem (w tym ja).
Co do szanowania. Bylo juz dodatkiem drugiej mysli. Zeby nie bylo, zem potwor, ze nie rozumiem ludzi. Rozumiem ich i szanuje ich racje. Pod warunkiem, ze nie slysze, iz jestem vege, bo moja dziewczyna/kolega/pies sasiada jest. I jezeli nikt nie probuje mnie nawracac. O to chodzi, to podstawa. Naprawde nie potrzebuje by ktos uszczesliwial mnie na sile, jest mi dobrze.
I tak na marginiesie. Jezeli uwazaz moja wypowiedz za “przejecie sie” i ze napis odniosl sukces, bo ktos sie przejal… To coz, wspolczucia dla wegetarian, na pewno poszerza w ten sposob swe szeregi. Krzyz na droge.
wrzesień 27, 2008 @ 11:54 pm
Nie no. Definicja “przejecia sie” jest szeroka. W każdym razie, poświęciłaś na jakiś tam, mniej lub bardziej związany z ‘akcją (prawie)bezpośrednią’ drogich ultra-radykalnych wegetarian, komentarz część cennej przestrzeni twojego osobistego bloga, także marketing partyzancki w jakiś sposób zadziałał zadziałał. ;-)
Mnie tam prawdę mówiąc ni ziębi, ni grzeje taka ‘obywatelska aktywność’. Wielkim fanem nie jestem, ale dopóki nie ładują mi się do mieszkania/pod nogi/do lodówki (tj. jak piszesz: nie nawraca mnie nikt na nic) – niech działają. W pewien sposób to nawet pozytywne.
Co innego ci z rynku, od ankiet i zaczepiania – zło, wiadomo. Wchodzą do kategorii “pod nogi”. ;-)
Także: trzy krzyże, w tym jeden prawosławny, na drogę oraz do domu, na ścianę.