Archiwum dla maj, 2009

Mam talent.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , , on maj 31, 2009 by kamilsien

kosciolekPotrafię w krótkim czasie rozwścieczyć sporą ilość kleru polskiego i zagranicznego. Taki mam talent, o.

Fajny kościółek, naprawdę. Mój ulubiony w Krakowie, a tu proszę, ładnie oświetlony. No i chór. Wiecie jak to jest z chórami? Wszyscy zamykają oczy, wczuwają się, dzieci śpią, a tu “TRACH”, przecudowny dźwięk lustra niesie się po kościele. Szczerze? Pal licho słuchaczy, wiem, jakie to nieprzyjemne musi być dla orkiestry.

I leżała Kamiś u stóp Macharskiego przez 10 min, by zrobić dwa krzywe zdjęcia i się zmyć jak najszybciej. Oczywiście pion i poziom. Pójdę za to do nieba :).

I pamiętajcie dzieci, do kościoła w marynarce, nie w bluzie. Zwłaszcza nie w pomarańczowej i t-shircie z napisem “CarWash” na biuście. Za to pójdę do piekła.

Pozdrowienia dla dziewuszki w szarym dresie! Tak trzymaj, mała.

Kami

Ps. Zielone świątki to takie święto, kiedy nawet Duch Św. w Polsce chleba nie dostanie. Dziś za jajka zapłaciliśmy 6 zł (słownie sześć). Masakra.

Polecamy TOK FM, radio nadające nawet w Zielone świątki.

“Bo życie to iście.”

Posted in Uncategorized tagi , , on maj 30, 2009 by kamilsien

tramwayA ja mam czasem dość tego “iścia” i poważnie myślę, żeby swe manatki spakować, wrócić na garnuszek rodziców, nie martwić się o wydatki. Mieć wszystko w duszy głęboko, dać sobie czas na rozwój i inne takie bzdety.

Chcę, kurna, moją ciupę i pulę, o.

I nie wiem, co zorbić. Wyjechać na szklarnie, do Indii, iść na studia, olać studia, wrócić nad morze, zostać na południu. Możliwości jest wiele.

W przyszłym tygodniu zaczyna się cykl, pt. Jak w miesiąc wygrać swoje życie.

Kami

wtf?!

Posted in Uncategorized on maj 29, 2009 by kamilsien

wtfNuda.

Kami

O subkulturach, czyli jak się określić.

Posted in Uncategorized tagi , , on maj 27, 2009 by kamilsien

Korzystając z chwili przerwy po wyprodukowaniu gniotów gazetowych w liczbie sztuk 3 (słownie trzy) byłam świadkiem niezwykłego zjawiska. Otóż w domu zbytku wszelkiego, ujemnych wartości procentowych, tj. w Galerii Handlowej Kazio, zwanej również galerią osobliwości, siadła naprzeciw mnie osobliwość taka właśnie. Dziecko, płci żeńskiej, na oko lat 15, stylizowane na patologiczną rodzinę (tj. makijaż pt. “Tato, jakie dwie śliczne śliwki mi dziś sprawiłeś”), posiadające wielki napis ANARCHIA na koszulce. Dziewczę te, w myśl ideologi DIY, ubrane było w czerwoną kratę wprost z New Yorkera, a żywiło się kurczakami z Kurczakowa (tj. KFC). Kusiło mnie strasznie, żeby spytać się jej, co ona biedna pocznie w stanie kompletnej anarchii bez tych jej pysznych kurczaków z Kurczakowa i kraciastych szmat z NY?

I o zgrozo dziewczę wyciągnęło z plecaka kurs fińskiego dla początkujących. Pierwsza myśl?! To nie trudne, no co, co to może być? Platoniczna miłość do Villego Valo! Zaraz pojawiła się koleżanka, dziewczę-mrok aka słońce gaśnie, w czym? No oczywiście w koszulce HIM i się zaczęło, który fajniejszy, który ma bardziej wystające żebra (bo to kryterium ogólnej atrakcyjności) itd.

Punk-gotyk? To prawie jak mój exJedyny, co to się określił kiedyś jako rasta-punk o poglądach hipi. Wybaczcie mi, ale ręce mi na takie coś opadają i naprawdę nie wiem, co powiedzieć.

Czyli “Fuck the system, a teraz wybaczcie, idę do szkoły!”.

Większość całe szczęście z tego wyrasta, tak wieku lat 20, ścina włosy i się socjalizuje, ginie po słynnych mrocznych instytucjach. Wiecie, 90% ludzi to konformiści, a najbardziej śmieszny jest model nieświadomego-konformisty, który tkwiąc w subkulturze szczyci się swą oryginalnością.

A ci bardziej myślący zbijają na tych konformistach niezłą kasę. Jakoś wcale mi tych sfrajerowanych “punków i spółki”, co to mają na dupie szmaty z moje miesięczne wydatki, nie żal. Człowiek który określa siebie, dostosowując swe zachowania do “anty-norm” panujących w danej subkulturze, jest po prostu śmieszny. Jak wszystkie te subkultury. Takie z deszczu pod rynnę. Dotyczy to znacznej większości i żeby nie było, mnie też to jakoś na swój sposób dotknęło (lat 13 miałam). Grunt, to sobie to wcześnie uświadomić, bo następnie czeka nas alternatywa, szale i wegetarianizm (taki jołk, nie obrażać się Wegetarianie).

Potem przymaszerował długowłosy kolega spółki (z naszywkami Slipknot i Happysad) i rzucił w przestrzeń trudne słowo. Altruistka. Altru… co? – odparł dziewczęcy chórek.

Ucz, ucz się dziecko fińskiego, może pójdzie Ci lepiej.

Kami

O wysokiej kulturze osobistej.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , , , , on maj 25, 2009 by kamilsien

W weekend obchodziłam swoją drugą 18, tj. były spóźnione urodziny. Do siebie doszłam dopiero dziś, dzień wczorajszy zaczęłam natomiast od jednego, bardzo nieprzyzwoitego stwierdzenia (na literkę k, dodam), by następnie dowiedzieć się, że zasnęłam na korytarzu. ALE, nie zerwałam z  Jedynym, nie powiedziałam mu, że mi życie marnuje, nie pobiłam go, czyli kultura w wydaniu Kami pełną gębą. Tylko zasnęłam. Jest nieźle.

Po kradzieży roweru, pogryzieniu przez psa śmieciarki, pralce, która przestała wirować i nagle zaczęła, przyszedł czas na palniki. Tak to już bywa, że jak coś się może zepsuć, to się zepsuje. Gdy urządzenie jest powiązane z moją osobą, zawsze psuje się, gdy najbardziej go potrzebuje. I tak Kami biegła przez pół Kazimierza, z 2 litrowym garnkiem surowych ziemniaków (na sałatkę) i kilogramem ryżu w plecaku (też na sałatkę). Codzienność.

Po powrocie okazało się, że palnik mamy na osobnym korku. Zmartwychwstał. Codzienność.

I teraz mały staroć, co to się odnalazł podczas porządków.

Photo03_3Photo02_2Photo08_8Photo15_15Photo26_26Photo29_29Photo32_32Photo37_37

Kami

Ruszyło tę stęchliznę!

Posted in Uncategorized tagi , , , on maj 22, 2009 by kamilsien

wiejeA potem…

zachodzikCukierek. Jakoś nie mogłam się oprzeć, gdy zobaczyłam niebo za oknem. Miałam 5 minut, żeby znaleźć się przy Wiśle. Niestety, słoneczko nie było tam, gdzie zazwyczaj bywało zimą (geografia czysta z fizyką), dla przyzwoitości wypadało się tylko odwrócić i pstryk. Cukierek.

Słodki, świeży, hermetycznie zapakowany, oblany słoneczkiem cukierek, o.

Całe szczęście woda ma taką samą wartość ekspozycji co niebo, no prawie, grunt, że działa.

Kami

Koszmar.

Posted in Uncategorized tagi on maj 21, 2009 by kamilsien

O losie, śniło mi się, że wychodzę za mąż. Całe szczęście nie w kościele. Miałam spodnie i trampki. Welon jakiś dla zasady.

O zgrozo, za faceta, który spał obok, a potem, potem sniło mi się, że kradną mój rower. I się obudziłam. Nie wiem co gorsze, ślub czy brak roweru.

Teraz coś weselszego. Wczoraj urządziliśmy mały dzień luksusu. Najpierw szoping, następnie mekka burżujów – Alma (nie mater). Kupiliśmy żelki za 9 zł. My, żelkofile, z obawą, że inne już nam nie zasmakują. I wiecie co? W tym przypadku cena idzie w parze z jakością. Normalnie niebo w gębie. Ech…

Kami

Pamiętne lato 2001.

Posted in Uncategorized tagi , on maj 18, 2009 by kamilsien

deszczowo

Powietrze pachnie wilgocią. Jadąc przez miasto przypomniał mi się zapach lata w 2001 roku. To było dobre lato, pomijając tragedię,  która wydarzyła się dosłownie dzielnicę dalej od mojej.

Tego lata spadło więcej wody niż zazwyczaj. Wały, pamiętające Władysława Łokietka, dały za wygraną. Zalało dworzec, zalało Orunię, Rotmankę, część Śródmieścia, tory kolejowe. Nas, położonych dokładnie pośrodku, zaszczyciły swą obecnością tylko kałuże.

To było naprawdę dobre lato. W końcu zaaklimatyzowałam się na Dolnym Mieście. Miałam przyjaciółkę, dzieciaki nareszcie się do mnie przekonały, ba, dorobiłam się nawet “chłopaka” (ach, Piotr-blondyn).

Mieliśmy też klucze. Magiczne klucze na strych starej, niemieckiej kamienicy. Tam byliśmy bezpieczni, w Polsce woda rzadko podchodzi pod 4 piętro. Całe lato snuliśmy apokaliptyczne wizje i pluliśmy pestkami wiśni w przechodniów.

A obok ludzie tracili cały dobytek.

Mama przynosiła do domu zdjęcia, gdzie woda zabrała kiosk, z którego wyciągają staruszkę. Przynosiła je (o zgrozo) na dyskietkach! Dawno takiej nie widziałam (dyskietki, nie staruszki).

Bałam się o mamę, gdyż ten kiosk był zaledwie 500 m od jej miejsca pracy, a ona bała się o mnie, czy mi czasem nie odbije i nie pójdę polować na falę powodziową czy coś.

Generalnie nie lubię deszczu. Akceptuję jeden wyjątek. Lato, zachód słońca na plaży, parno, woda jeszcze sprzed Jana (tj. zimna) i przyjemny, ciepły deszcz na twarzy. Mówię wam, Herbal Essences wysiada.

Kami

Niemampomysłunatytuł.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , on maj 16, 2009 by kamilsien

Marsz równości brzmi jakoś tak trywialnie. KLIKAĆ.

rownoscpasmin

Dawno nie byłam tak niezadowolona ze zdjęć. Dobry temat, tylko w główce zabrakło.

Poza tym, jakoś wolałam się zastosować do zaleceń starszych kolegów i do/pod prawicowców nie podchodzić. Zwłaszcza bez UV.

Mam pierwszą fotograficzną bliznę… Moje przedramię zdobi teraz pamiątka po kontakcie z papierosem. Piecze jak *uj.

Kami

Jam student.

Posted in Uncategorized on maj 16, 2009 by kamilsien

Lodówka pusta. Znaczy jakieś resztki serka się walają i przepyszne (naprawdę prze smaczne) prawdziwki od dziadziów z Lipnicy.

W prawym rogu schował się bigos. Świąteczny. No risk no fun, a nadeszła pora obiadowa, kiszki marsza grają.

Wali to jak niebieskie jajo. Taki przysmak chiński. Ludzie płacą za jajka, które gniją x, czasem nawet xxx, lat. Tzn. płacą za czarnego, śmierdzącego wodorem wióra.

Mam nadzieję, że temperatura zabije tę obcą cywilizację. Mają nawet koło.

Kami