Korzystając z chwili przerwy po wyprodukowaniu gniotów gazetowych w liczbie sztuk 3 (słownie trzy) byłam świadkiem niezwykłego zjawiska. Otóż w domu zbytku wszelkiego, ujemnych wartości procentowych, tj. w Galerii Handlowej Kazio, zwanej również galerią osobliwości, siadła naprzeciw mnie osobliwość taka właśnie. Dziecko, płci żeńskiej, na oko lat 15, stylizowane na patologiczną rodzinę (tj. makijaż pt. “Tato, jakie dwie śliczne śliwki mi dziś sprawiłeś”), posiadające wielki napis ANARCHIA na koszulce. Dziewczę te, w myśl ideologi DIY, ubrane było w czerwoną kratę wprost z New Yorkera, a żywiło się kurczakami z Kurczakowa (tj. KFC). Kusiło mnie strasznie, żeby spytać się jej, co ona biedna pocznie w stanie kompletnej anarchii bez tych jej pysznych kurczaków z Kurczakowa i kraciastych szmat z NY?
I o zgrozo dziewczę wyciągnęło z plecaka kurs fińskiego dla początkujących. Pierwsza myśl?! To nie trudne, no co, co to może być? Platoniczna miłość do Villego Valo! Zaraz pojawiła się koleżanka, dziewczę-mrok aka słońce gaśnie, w czym? No oczywiście w koszulce HIM i się zaczęło, który fajniejszy, który ma bardziej wystające żebra (bo to kryterium ogólnej atrakcyjności) itd.
Punk-gotyk? To prawie jak mój exJedyny, co to się określił kiedyś jako rasta-punk o poglądach hipi. Wybaczcie mi, ale ręce mi na takie coś opadają i naprawdę nie wiem, co powiedzieć.
Czyli “Fuck the system, a teraz wybaczcie, idę do szkoły!”.
Większość całe szczęście z tego wyrasta, tak wieku lat 20, ścina włosy i się socjalizuje, ginie po słynnych mrocznych instytucjach. Wiecie, 90% ludzi to konformiści, a najbardziej śmieszny jest model nieświadomego-konformisty, który tkwiąc w subkulturze szczyci się swą oryginalnością.
A ci bardziej myślący zbijają na tych konformistach niezłą kasę. Jakoś wcale mi tych sfrajerowanych “punków i spółki”, co to mają na dupie szmaty z moje miesięczne wydatki, nie żal. Człowiek który określa siebie, dostosowując swe zachowania do “anty-norm” panujących w danej subkulturze, jest po prostu śmieszny. Jak wszystkie te subkultury. Takie z deszczu pod rynnę. Dotyczy to znacznej większości i żeby nie było, mnie też to jakoś na swój sposób dotknęło (lat 13 miałam). Grunt, to sobie to wcześnie uświadomić, bo następnie czeka nas alternatywa, szale i wegetarianizm (taki jołk, nie obrażać się Wegetarianie).
Potem przymaszerował długowłosy kolega spółki (z naszywkami Slipknot i Happysad) i rzucił w przestrzeń trudne słowo. Altruistka. Altru… co? – odparł dziewczęcy chórek.
Ucz, ucz się dziecko fińskiego, może pójdzie Ci lepiej.
Kami