Niech ta sesja się już skończy. Wczoraj po raz pierwszy w życiu (bo Kamiś to taki krypto-kujon jest, tj. zawsze do książki zajarzy, kwestia kiedy), mimo przygotowania, naprawdę nie wiedziałam jaką literkę zaznaczyć. Za to histerycznie się śmiałam.
W kwestii edukacji uznaję zasadę “subiektywnego minimum” oraz “w przypadku przedmiotów ścisłych wyprostuj się”.
Co do zasady pierwszej. Możesz mieć tróje, byle byś miała więcej czwórek, a najlepiej to nic nie robiąc miej pięć i święty spokój w domu. Tak, dwa w ogóle nie wchodzi w grę, oj nie. Pierwszą pałę dostałam w hmm… gimnazjum. Kubeł zimnej wody na głowę.
Bo tak mam, że przy naprawdę nic nie robienu mam te 4 i 5, przez co przez całą swą edukację słyszałam, że gdybym CHOĆ się PRZYŁOŻYŁA, to miałabym i stypendium (taa), i szóstki (magiczne).
Druga zasada jest prosta. Masz biust, to korzystaj. Przykład: ostatnie zajęcia fizyki. W dzienniku same 2 i 3. Psor “Zarembska, wstań”. Wstaję. “Ładna dziewczyna – 4″. Ot, filozofia. Niestety, nie byłam “ładna” na 5 ;).
Dlatego też poszłam do “chómana”. Tam nic nie trzeba kuć. Polski to raczej pisanie prac, umiesz lub nie. Historia to moje hobby, WOS podobnie (w końcu na socjologii jestem, nie?) – wchodziło samo. Filozofia, miła rozrywka intelektualna, o ile nie musisz pisać rozpraw o filozofii różnicy.
Jeżeli chodzi o ścisłe typu chemia i fizyka, to cóż, wyniki były jakie były, całe szczęście oba przedmioty męczyły mnie tylko 2 lata (jeszcze raz niech żyje “chóman”). Pamięciówa, godzina przed sprawdzianem i do przodu. Biologia, wybaczcie, ale to naprawdę mnie kręciło. No, z pominięciem ekologii i innych bzdur. Ale robaki obłe? Ojej, już mi ciepło.
Matma zawsze była, jest i będzie drogą przez mękę.
Reasumując, całe szczęście ktoś obdarzył mnie średniej wielkości rozumkiem, co pozwala mi przetrwać na torach edukacji z całkiem ładnie wyglądającymi papierami. Nie zmienia to jednak mojej niechęci do niskich ocen, na zasadzie, że jak to, ja nie potrafię? Strasznie nie lubię trójczyn. Zdecydowanie uważam 3 za niezgrabną cyfrę, pomimo jej brzuszków.
A coś czuję, że podczas tejże sesji trzeba się będzie przyzwyczaić.
I tak, jestem swego rodzaju dewiantem, bo czasem lubię się uczyć. Zwłaszcza o tym, co mnie w jakiś sposób fascynuje.
Kami