Archiwum dla codziennosc

Ten tego.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , on sierpień 16, 2009 by kamilsien

Wracamy.  W sumie nie wiem, co napisać. Miałam ochotę coś zniszczyć z powodu zawodów miłosnych, ale mój chomik ocalił przynajmniej bloga. Tego. Drugi zginał, a jego los podzieliły poduszki, kubki, talerze, butelki, misie, ciuchy i inne wytwory ogólnie pojętej kultury materialnej, które miały nieprzyjemność trafić na mą skromną osobę w fazie berserka. Ta… Wiecie, że to naprawdę pomaga? Zawsze myślałam, że TV kłamie. No, teraz Jedyny nie będzie narzekał na to, iż mamy za dużo rzeczy, o.

W międzyczasie odwiedziłam Zakopane. Wyglądało to tak.

cosczapkikkkkkk1I troszkę o przyjaźni i wsparciu.

przyjaciel2przyjacielI moje ulubione miejsce na kąpiel.

fontannafontanna2Mam jeszcze 4 filmy, ale nie mam skanera. Ktoś chętny do zaproszenia mnie na kawę/piwo? Oczywiście, jeżeli masz skaner.

Jak łatwo zauważyć na górze – kryzys twórczy. Także wyrażam ochotę na zlecenie fotograficzne, charytatywnie (tj. “za frajer”). Cokolwiek – szpitale, wystawy, preformacje, hospicja, przytułki dla bezdomnych, loty balonem, zawody w łowieniu na zamarzniętym jeziorze, survival… Cokolwiek, byleby mnie zaciekawiło.

Także pisać.

Kami

Bilans dni ostatnich.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , on lipiec 30, 2009 by kamilsien

Siedzę w Krakowie będąc obecnie dumną studentką dwóch uniwersytetów – chUJotu (na nowo…) i UGandy, ot taka ironia losu. Trochę mi się w życiu namieszało. Właściwie to dużo, ale mniejsza.

Po tym wszystkim jestem bogatsza o dwa dalmierze, krótkie włosy (hell yeah) o odcieniu czekoladowym, posiadam już 4 indeksy (jeszcze trochę i Cię dogonię Sławku ;)), kulawy związek, grupkę niedojebanych pustaków oraz mp4, bo nie zniosłam świergotu w domu nr 1.  No i nadrobiłam zaległości towarzyskie.

Czyli nie może być spokojnie i normalnie. Syf.

No i FETA. Tzw. “gdańska reszta” będzie jak skończę i zeskanuję filmy.

fetaDSC_2342DSC_2259DSC_2606DSC_2787DSC_2726DSC_2590Tak na szybko, jakoś od tygodnia nie mogę się za nie zabrać, za zdjęcia znaczy się. Ciekawie też nie będzie, bo zamiast tych wybuchowych, ognistych i w ogóle odjechanych spektakli wolałam, po prostu, piwo.

Kami

Jestem hardcorem – powiedział Miś.

Posted in Uncategorized tagi , , on czerwiec 23, 2009 by kamilsien

Niech ta sesja się już skończy. Wczoraj po raz pierwszy w życiu (bo Kamiś to taki krypto-kujon jest, tj. zawsze do książki zajarzy, kwestia kiedy), mimo przygotowania, naprawdę nie wiedziałam jaką literkę zaznaczyć. Za to histerycznie się śmiałam.

W kwestii edukacji uznaję zasadę “subiektywnego minimum” oraz “w przypadku przedmiotów ścisłych wyprostuj się”.

Co do zasady pierwszej. Możesz mieć tróje, byle byś miała więcej czwórek, a najlepiej to nic nie robiąc miej pięć i święty spokój w domu. Tak, dwa w ogóle nie wchodzi w grę, oj nie. Pierwszą pałę dostałam w hmm… gimnazjum. Kubeł zimnej wody na głowę.

Bo tak mam, że przy naprawdę nic nie robienu mam te 4 i 5, przez co przez całą swą edukację słyszałam, że gdybym CHOĆ się PRZYŁOŻYŁA, to miałabym i stypendium (taa), i szóstki (magiczne).

Druga zasada jest prosta. Masz biust, to korzystaj. Przykład: ostatnie zajęcia fizyki. W dzienniku same 2 i 3. Psor “Zarembska, wstań”. Wstaję. “Ładna dziewczyna – 4″. Ot, filozofia. Niestety, nie byłam “ładna” na 5 ;).

Dlatego też poszłam do “chómana”. Tam nic nie trzeba kuć. Polski to raczej pisanie prac, umiesz lub nie. Historia to moje hobby, WOS podobnie (w końcu na socjologii jestem, nie?) – wchodziło samo. Filozofia, miła rozrywka intelektualna, o ile nie musisz pisać rozpraw o filozofii różnicy.

Jeżeli chodzi o ścisłe typu chemia i fizyka, to cóż, wyniki były jakie były, całe szczęście oba przedmioty męczyły mnie tylko 2 lata (jeszcze raz  niech żyje “chóman”). Pamięciówa, godzina przed sprawdzianem i do przodu. Biologia, wybaczcie, ale to naprawdę mnie kręciło. No, z pominięciem ekologii i innych bzdur. Ale robaki obłe? Ojej, już mi ciepło.

Matma zawsze była, jest i będzie drogą przez mękę.

Reasumując, całe szczęście ktoś obdarzył mnie średniej wielkości rozumkiem, co pozwala mi przetrwać na torach edukacji z całkiem ładnie wyglądającymi papierami. Nie zmienia to jednak mojej niechęci do niskich ocen, na zasadzie, że jak to, ja nie potrafię? Strasznie nie lubię trójczyn. Zdecydowanie uważam 3 za niezgrabną cyfrę, pomimo jej brzuszków.

A coś czuję, że podczas tejże sesji trzeba się będzie przyzwyczaić.

I tak, jestem swego rodzaju dewiantem, bo czasem lubię się uczyć. Zwłaszcza o tym, co mnie w jakiś sposób fascynuje.

Kami

4 czerwca.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , , , on czerwiec 5, 2009 by kamilsien

Nie napiszę, że wtedy żyło się lepiej. Nie wiem, nie pamiętam.

czyjaswintapetkaZa to tapeta (patrz wyżej, świetna, nie?) pamięta na pewno. Dziwny to był dzień. Na jedną noc zyskaliśmy kota, który zasrał, zaszczał oraz zarzygał nam mieszkanie, a rano, Jedyny, po milionach sekund cierpliwości, kota wykopał.

Jedno jest pewne, nie mogę powiedzieć “mam nudne życie”. Ono momentami pokręcone w każdym kierunku. Jak tylko się da.

Za parę godzin jadę do Lednicy, by zaraz zawrócić do Krakowa, by w niedziele wsiąść w pociąg do Gdańska. Paranoja na szynach.

Pewnie następny wpis będzie z domu-domu. I zdjęcia z anarcholi dorzucę, o.

Kami

O subkulturach, czyli jak się określić.

Posted in Uncategorized tagi , , on maj 27, 2009 by kamilsien

Korzystając z chwili przerwy po wyprodukowaniu gniotów gazetowych w liczbie sztuk 3 (słownie trzy) byłam świadkiem niezwykłego zjawiska. Otóż w domu zbytku wszelkiego, ujemnych wartości procentowych, tj. w Galerii Handlowej Kazio, zwanej również galerią osobliwości, siadła naprzeciw mnie osobliwość taka właśnie. Dziecko, płci żeńskiej, na oko lat 15, stylizowane na patologiczną rodzinę (tj. makijaż pt. “Tato, jakie dwie śliczne śliwki mi dziś sprawiłeś”), posiadające wielki napis ANARCHIA na koszulce. Dziewczę te, w myśl ideologi DIY, ubrane było w czerwoną kratę wprost z New Yorkera, a żywiło się kurczakami z Kurczakowa (tj. KFC). Kusiło mnie strasznie, żeby spytać się jej, co ona biedna pocznie w stanie kompletnej anarchii bez tych jej pysznych kurczaków z Kurczakowa i kraciastych szmat z NY?

I o zgrozo dziewczę wyciągnęło z plecaka kurs fińskiego dla początkujących. Pierwsza myśl?! To nie trudne, no co, co to może być? Platoniczna miłość do Villego Valo! Zaraz pojawiła się koleżanka, dziewczę-mrok aka słońce gaśnie, w czym? No oczywiście w koszulce HIM i się zaczęło, który fajniejszy, który ma bardziej wystające żebra (bo to kryterium ogólnej atrakcyjności) itd.

Punk-gotyk? To prawie jak mój exJedyny, co to się określił kiedyś jako rasta-punk o poglądach hipi. Wybaczcie mi, ale ręce mi na takie coś opadają i naprawdę nie wiem, co powiedzieć.

Czyli “Fuck the system, a teraz wybaczcie, idę do szkoły!”.

Większość całe szczęście z tego wyrasta, tak wieku lat 20, ścina włosy i się socjalizuje, ginie po słynnych mrocznych instytucjach. Wiecie, 90% ludzi to konformiści, a najbardziej śmieszny jest model nieświadomego-konformisty, który tkwiąc w subkulturze szczyci się swą oryginalnością.

A ci bardziej myślący zbijają na tych konformistach niezłą kasę. Jakoś wcale mi tych sfrajerowanych “punków i spółki”, co to mają na dupie szmaty z moje miesięczne wydatki, nie żal. Człowiek który określa siebie, dostosowując swe zachowania do “anty-norm” panujących w danej subkulturze, jest po prostu śmieszny. Jak wszystkie te subkultury. Takie z deszczu pod rynnę. Dotyczy to znacznej większości i żeby nie było, mnie też to jakoś na swój sposób dotknęło (lat 13 miałam). Grunt, to sobie to wcześnie uświadomić, bo następnie czeka nas alternatywa, szale i wegetarianizm (taki jołk, nie obrażać się Wegetarianie).

Potem przymaszerował długowłosy kolega spółki (z naszywkami Slipknot i Happysad) i rzucił w przestrzeń trudne słowo. Altruistka. Altru… co? – odparł dziewczęcy chórek.

Ucz, ucz się dziecko fińskiego, może pójdzie Ci lepiej.

Kami

Polak potrafi.

Posted in Uncategorized tagi , , , , on kwiecień 1, 2009 by kamilsien

polakpotrafi

Gdzieś między Hutą a Dworcem. Wygodniś.

Z naszego m1.

K. (do siebie) : Weź się za siebie! Zrób coś konstruktywnego.

Jedyny (śpiewająco z kuchni) : Zjedz paszteta, szalala…

Kami

O zesraniu.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , , on styczeń 9, 2009 by kamilsien

Powiem tyle, sesja na dniach. Czasu coraz mniej, a ja nie mogę się dobrze zmobilizować.

Czuje się jak schizofrenik, żyję w ciągłej teraźniejszości, wszystko ma miejsce jakby obok, a sam świat wydaje się jednocześnie zbyt jaskrawy i nierzeczywisty.

I jestem zasrana, bo nie potrafię zrozumieć, ze to już za 2 tyg. A materiału… mało nie jest.

Z drugiej strony, abstrakcyjna przeszłość czasem daje o sobie znać. Wczoraj, podczas babskiej nocy, miedzy druga a trzecia butelka wina, postawiłam kreskę. Na wszystko. Takie noworoczne postanowienie.

Rano postraszyłam paru obywateli miedzy Daszyńskiego a Miodowa. Ponoć nie wyglądam dobrze, ale nikt nie wygląda dobrze bo takiej ilości wina wytrawnego.

Teraz siedzę nas tekstami, które starają mi się uświadomić, w jakim gównie przyszło mi żyć (czyt. późnej nowoczesności).

Udało się.

Kontynuując brak logiki tego posta, powiązań i chronologii, wrzucę zdjęcia. KLIKAĆ.

salwatormin

Nic specjalnego, ot widokówki. Miał być reportaż o gołębiarzach, ale dziś rano do niczego się nie nadawałam. Życie.

Kami

Mily akcent.

Posted in Uncategorized tagi , on listopad 21, 2008 by kamilsien

Niedawno wpadlo mi w rece, a dokladnie przwedrowalo z polnocy na poludnie kochana Poczta Polska, demo ITM. Prezent o tyle mily, iz tyl okladki zdobi zdjecie mojego autorstwa.

Pal licho, ze podpisane Kamila Zarębska. Przywyklam, to rzecz do ktorej nalezy w naszej rodzinie przywyknac.

Ale chlopaki przeprosily, w radio. Bylo wiec oficjalnie, o.

Wczoraj wypilismy Beaujolais Nouveau zagryzane piaskowymi wiedzmami z serem by Aga P.. W imie tradycji. Niezbyt smacznej swoja droga, ale liczy sie marketing.

Kami

Teatralizacja zycia codziennego.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , on czerwiec 6, 2008 by kamilsien

Nie spie od 24 h z powodu pracy. Dobrabialam na inwentaryzacji. Miedzy Tyskim a Okocimiem moje uszy katowalo techno, na chipsach przemily Pan puscil piosenki o milosci… Z nudow, procz liczenia Lays’ow, sporzadzilam przyblizony zestaw typow piosenek na 1 h audycji radiowej. Smętów bylo ok. 90%, przy czym ponad polowa traktowala o milosci platonicznej. Ot, zycie.

Tego samego dnia, tylko ciut wczesniej, spotkalam sie z przyjacielem. Skubany przyczynia sie do mojego alkoholizmu. Podarowal mi, z okazji 19 wiosen, piersiowke :). Podczas naszej rozmowy poruszylismy temat teatralizacji zycia. Jest to zagadnienie niezwykle mnie interesujace. Generalnie, powinnam zostac komentatorem. To jedno z moich ulubionych zajec - komentowanie spoleczenstwa, jego obserwacja, analiza. Nie ma w tym nic z zawodostwa, po prostu z natury jestem paskudnym, ironicznym maruda. Dodatkowo aspolecznym ^^.

Sluchajac tych piosenek w nocy z 31 maja na 1 czerwca przypomnialo mi sie, jak 2 lata temu, zaraz po rozstaniu z moim ex, pojechalam z paczka na inwentaryzacje do ETC. W radio puszczali te same banaly. Tylko jakos wtedy slowa piosenek na mnie “dzialaly”. Byly one swego rodzaju biblia. Taki wiek chyba. Nawet pamietam sklad mojej playlisty: Alexander, My, Milosc w czasach popkultury, Krakow, Do Ani, Re-Offender, Promises itd. Mix smetow wszelkiego rodzaju o rozstaniach.

Caly moj poprzedni zwiazek byl filmowy, sztuczny. Hasla, wyjete z ust hoolywodzkich gwiazd, wyplywaly z naszych ust. Podczas koncertow, saczylismy sobie do ucha piosenki, ktore wtedy, jak sie nam zdawalo, przekazywaly zasady rzadzace swiatem. Te jego, dzis wywolujace usmiech, teksty: “prawda, jest taka, ze Ty w koncu wyjdziesz za swojego przyjaciela, a mnie zostawisz”, “wybudujemy sobie dom”, “nawet jak bedzie dziecko, to damy sobie rade” itd. Ba, sama zakonczylam to pieknym, filmowym “zostanmy przyjaciolmi”, byl tez list, aczkolwiek ironiczny i nieprzyjemny, parodjujacy wszystkie filmowe zagrywki, taki z olowkowymi notatkami (moglam zrobic ksero, ech). Czyli mala zlosliwosc w kamisiowym stylu.

W dzien (noc?) dziecka wrocilo do mnie moje “szczeniactwo”. Na szczescie, udalo mi sie z tego wyleczyc. Tak, poczulam dla swych poczynan litosc, taka sama, jaka odczuwam dla moich kolezanek, ktore wciaz marza o ksiecu na bialym koniu (aj, przepraszam, w bialej limuzynie). Katuja swe umysly komediami romantycznymi, mysla, ze kiedys spotkaja swego Malaszynskiego lub Grant’a. Zrywaja, by potem zejsc sie w filmowym stylu, w biegu wpasc sobie w ramiona… zadajac sobie jedno pytanie: czemu w tle nie leci muzyka?

Wole swoja nieprzecietna przecietnosc. I szczescie, takie ciagle i bliskie. Nie odczuwam potrzeby targania nim za pomoca filmowych zagrywek.

Tak, teatralizacja zycia objawia sie najczesciej w milosci. Ludzie zamiast kochac, graja w swoje glupie gierki dla… w sumie dla czego? Dla zwiekszenia emocji? Napiecia? Romantyzmu? Jak dla mnie, to czysty egoizm. Chec upiekszenia swojego zycia kosztem tej drugiej osoby. Ot, codziennosc.

Kami

Brak czasu.

Posted in Uncategorized tagi , , , on czerwiec 5, 2008 by kamilsien

Ech, na dysku zalegaja dwa “materialy zdjeciowe” + jeden wpis w szkicach na blogu. Musze to w koncu nadrobic. Bedzie duzy update w sobote, o.

W skrocie, zmienilam prace na, imo, lepsza. Zaczynam od poniedzialku. Choc musialam przez to wystac swoje na wydziale karnym, w celu zaswiadczenia, zem nigdy nikogo nie okradla, nie zabila (choc chcialam) itd..

Sama obecnosc w sadzie spowodowala u mnie poczucie winy…

No i mam moment przelomowy! Jak dobrze pojdzie postawie pierwszy krok jako “profesjonalny” fotoreporter. Wiec sciskac te male i grube palce u rak ;).

No a czemu nie pisze… jakos po 12h, z czego 6 poswiecam na przyjemnosci, rozmowy kwalifikacyjne, a drugie 6 na prace do 21… no po prostu nie mam sily. Lecz wracam powoli do normy.

Kami

ps. Swiat jest maly. Wczoraj projektowalam dyplom dla mojej dyr z gimnazjum. Ech, stare, dobre czasy :). Anna M. dalej jest potworem ;)