





Dalej będzie o ludzkiej głupocie. Jeżeli nie pragniesz tego czytać naciśnij Alt+F4. Do widzenia.
Poszły sobie dzieci na Teatry Uliczne (nawet nie wiecie, jak marzyłam o krakowskich TU rok temu… już mi przeszło). Najpierw uraczyły nas taśmy, dzięki którym publika wyglądała, jak świnie na rzeź lub fotoreporterzy na chińskiej olimpiadzie. No dobra, mamy jeszcze 15 min do spektaklu, posadziliśmy zatem swe tyłki wygodnie, w dobry miejscu, dodam, że za taśmą. Nagle przed nami wyrósł jeden typek, słynna “prasa”, paru “ogrów” plus tłumik. Nie, no logicznie, że ktoś po to pieczołowicie pociągnął taśmę, żeby inni mogli za nią usiąść.
Zaczęło się przedstawienie, nie słyszałam nic prócz migawek. Serią. Subiektywnie mogę powiedzieć, że nic się nie działo, ale zaznaczam, subiektywnie, bo najwidoczniej kolega obok, któremu cały czas świeciła się czerwona lampka (tj. bufor mu nie wyrabiał), robił właśnie materiał na World Press Photo. Tak to bynajmniej z boku, subiektywnie dodam, wyglądało, zwłaszcza, iż wyżej wspomniany kolega, walczył o miejsce dla swej torby niczym Simba i nie pozwolił usiąść tam biednej, styranej kobiecie.
Najlepsze miało miejsce na koniec. Generalnie chodziło oto, że to był ślub. Znaczy się, na koniec odegrali scenkę zaślubin, zaprosili więc wszystkich fotografów. Cała banda rzuciła się jak głupia. A potem na koreczki. Armia kotleciarzy wypisz-wymaluj. A ile radości było na tych twarzach. O jeju, o la boga. Wzięli nas za fotografów, biegnijmy, bo się jeszcze rozmyślą.
Słynna FOTO-FETA to przy tym łagodne baraki, co to się lekko w nieładzie pasą.
Wybaczcie mi, ale naprawdę nie rozumiem, tego całego szału. Dla plakietki “Organizator” lub słynna “Prasa” ręce sobie łamać? Ludziom zasłaniać? Wieczory zarywać? Migawkę tyrać? Buca odstawiać?
Przecież lans w dzisiejszych czasach najważniejszy.
Naprawdę czasem tę bandę z lustrzankami mam ochotę sfilmować, zamknąć w jednym pokoju i puszczać im to w kółko, aż zapali się żarówka (choć pewnie nie zapali się nigdy).
Nie chodzi o to, że ja bronię robić zdjęć, nawet tych kiepskich (chyba, że zmusicie mnie do oglądania). Róbcie co chcecie, ale kurde, z kulturą. Będę to powtarzać do upadłego, taktu trochę, taktu.
Co impreza – największymi chamami okazują się nie pijacy, a organizatorzy i “profesjonalni fotografowie”. Szczerze? Ostatnio wstyd wyciągać aparat z torby.
Tak sobie musiałam po marudzić.
Kami