Już w sobotę od rozmowy z Aśkiem wyrwał mnie telefon z Krakowa. Bo wypadało by coś zjeść, spotkać się. Ok, ja bardzo chętnie, ale jestem 11 h pociągiem dalej.
Udało mi się dojechać, mimo iż spałam jak suseł, będąc sama w przedziale, a jechałam z dwojgiem panów bez biletów, ale za to z wyrokiem i odsiadką w pudle.
Po tych 11 h wyrwanych z życia, dosłownie padłam na twarz. Śniło mi się, ze rozmawiam z Agą P., że jej coś tłumaczę, że nie wyjdę na obiad bo nie mam spodni, jutro ważny dzień, a wszystko w praniu.
Macie czasem po bardzo głębokim śnie uczucie, że jesteście jakby poza rzeczywistością? Budzisz się i nie wiesz gdzie jesteś, mimo iż dobrze znasz to miejsce. Dziwi cię, czemu akurat jesteś tu, a nie tam. I to paskudne zimno nieprzyjemnie przenikające twoje ciało.
Miałam wrażenie, że jeżeli choć wychylę się zza koca, to cały ten obraz pokoju na Grzegórzkach pójdzie się kochać. Najzwyczajniej wszystko rozleci się w pył, włącznie z moim tyłkiem. Bardzo niekomfortowe uczucie.
Ostrożnie sięgnęłam po komórkę, lista połączeń odebranych. Naprawę rozmawiałam z Agą. Damn!
Od lat pielęgnuję w sobie prześmieszną i całkowicie dla mnie naturalną umiejętność prowadzenia konwersacji podczas snu. Największy ubaw ma osoba, która sypia ze mną regularnie, regularnie również opiekuje się moimi nietrzeźwymi zwłokami, tj. Jedyny. Urywki w stylu: “Ika, ika!”, “Kochanie, plecak masz na suficie”, “Ja chcę grać w tenisa 3d!”, są już kanonem pijackich opowieści.
Kwestia co powiedziałam Adze. Dzwonię zaaferowana w celu wyjaśnienia. Otóż rzeczywiście coś tam buczałam do telefonu, a jedyne, co było w miarę zrozumiałe to, to iż nie mam spodni.
Spodnie to poważna sprawa, no.
A teraz trochę zdjęć.
Pasek z Nowego Portu. KLIKAĆ.

Luzem z Brzeźna i Babich Dołów.



Jedyny, bo cholera się zakochałam w tej focie *_*. W tym na focie też.

Kami