Archiwum dla gdansk

Bilans dni ostatnich.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , on lipiec 30, 2009 by kamilsien

Siedzę w Krakowie będąc obecnie dumną studentką dwóch uniwersytetów – chUJotu (na nowo…) i UGandy, ot taka ironia losu. Trochę mi się w życiu namieszało. Właściwie to dużo, ale mniejsza.

Po tym wszystkim jestem bogatsza o dwa dalmierze, krótkie włosy (hell yeah) o odcieniu czekoladowym, posiadam już 4 indeksy (jeszcze trochę i Cię dogonię Sławku ;)), kulawy związek, grupkę niedojebanych pustaków oraz mp4, bo nie zniosłam świergotu w domu nr 1.  No i nadrobiłam zaległości towarzyskie.

Czyli nie może być spokojnie i normalnie. Syf.

No i FETA. Tzw. “gdańska reszta” będzie jak skończę i zeskanuję filmy.

fetaDSC_2342DSC_2259DSC_2606DSC_2787DSC_2726DSC_2590Tak na szybko, jakoś od tygodnia nie mogę się za nie zabrać, za zdjęcia znaczy się. Ciekawie też nie będzie, bo zamiast tych wybuchowych, ognistych i w ogóle odjechanych spektakli wolałam, po prostu, piwo.

Kami

Zabezpieczony: Twister.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , , , on czerwiec 11, 2009 by kamilsien

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić poniżej swoje hasło:


O wysokiej kulturze osobistej.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , , , , on maj 25, 2009 by kamilsien

W weekend obchodziłam swoją drugą 18, tj. były spóźnione urodziny. Do siebie doszłam dopiero dziś, dzień wczorajszy zaczęłam natomiast od jednego, bardzo nieprzyzwoitego stwierdzenia (na literkę k, dodam), by następnie dowiedzieć się, że zasnęłam na korytarzu. ALE, nie zerwałam z  Jedynym, nie powiedziałam mu, że mi życie marnuje, nie pobiłam go, czyli kultura w wydaniu Kami pełną gębą. Tylko zasnęłam. Jest nieźle.

Po kradzieży roweru, pogryzieniu przez psa śmieciarki, pralce, która przestała wirować i nagle zaczęła, przyszedł czas na palniki. Tak to już bywa, że jak coś się może zepsuć, to się zepsuje. Gdy urządzenie jest powiązane z moją osobą, zawsze psuje się, gdy najbardziej go potrzebuje. I tak Kami biegła przez pół Kazimierza, z 2 litrowym garnkiem surowych ziemniaków (na sałatkę) i kilogramem ryżu w plecaku (też na sałatkę). Codzienność.

Po powrocie okazało się, że palnik mamy na osobnym korku. Zmartwychwstał. Codzienność.

I teraz mały staroć, co to się odnalazł podczas porządków.

Photo03_3Photo02_2Photo08_8Photo15_15Photo26_26Photo29_29Photo32_32Photo37_37

Kami

Home town.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , on kwiecień 17, 2009 by kamilsien

Święta, święta i po świętach. W sumie to jadłam, spałam, leżałam bez sensu, wysłuchiwałam żalów rodziny, także ich jęków (tak, wiem, że to czytacie), głosów, również tych wysokich, małych “aniołków”. Po tych ostatnich po raz n-ty utwierdzałam rodzinę, iż dzieci  mieć nie będę.

Zahaczyliśmy też o Brzeźno, miejsce gdzie się wychowywałam przez lat, dokładnie, 10 + ok. rok waletowania. Miejsce, które było dla mnie niezależną od Gdańska enklawą. W sumie, nawet mówiło się “jadę do Gdańska”. Całe 30 min tramwajem, toć to inne miasto było. Dość długo tak rozumowałam, zwłaszcza, że utwierdzały mnie w tym znaki drogowe informujące o zjeździe do Brzeźna. Taka pokręcona, dziecięca logika.

Tymże postem zaczynam pseudo cykl pt. Home town. Bez ludzi, proste kadry, pojechane kolory. Bo tak. Jak zwykle zacznę na opak.

_dsc5101

Moja szkoła. Najbardziej dotkliwie pamiętam dentystkę, która dobiła moją szczękę, póki co, na stałe, montując mi szpecąca plombę o kolorze stopionego ołowiu. Wygląda jak jedna wielka dziura. Tylko na to były pieniądze.

Drugim ciężkim przeżyciem było pasowanie na ucznia. W całej mieścinie dzieci obrywały puchową kredką. U nas ubzdurali sobie, iż będzie to szabla jakiegoś-tam-wysoko-postawionego-marynarza-z-Gdyni. Ot, bo szkoła komandora Grudzińskiego. Omal ze strachu w majty nie narobiłam, a gdyby mu się omsknęło…_dsc5107

_dsc5111

Zaraz obok zejście na plażę. Po szkole szliśmy nad wodę łapać meduzy. Oczywiście, rodzice nie wiedzieli, bo do Jana kąpać się nie wypadało. Plan był prosty, zrobić wywar z meduz i otruć tym Wychę. Niestety, galaretki pozostawione na wydmach… wyparowały.

_dsc5113

Ojciec nazywa to miejsce Golgotą, czyt. brzeźnińską bieżnią. Mnie, na szczęście, to ominęło.

_dsc5118

Typowa zabudowa starego Brzeźna – przedwojenna, gdańska cegła.

_dsc5128

Kami

“Didżital przeżywanie”.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , , on kwiecień 11, 2009 by kamilsien

Trochę a propos Wielkiego Piątku, ludzi, przeżywania, hot-dogów i o tym, jak świat jest mały. Czyli Kami i Marcin poszli na spacer. Początkowo z zamiarem obfocenia misterium, lecz po ujrzeniu wściekłego tłumu, żądnego śmierci Żyda, doszli do wniosku, że jednak hot-dogi będą ciekawszym, a przede wszystkim, smaczniejszym rozwiązaniem. Przy okazji spotkaliśmy Pana Meleksa, normalnie znanego pod męską wersją mojego imienia. Człek mieszka gdzieś pod Zakopanym, świat jest mały, nie?

Jako że nie mam zwyczaju pchać się, gdy mi nie płacą, odłożyłam zabawę szturchania się z tłumem na później. Czekaliśmy na imprezkę w tunelu, racząc się przepysznymi hot-dogami. Wyglądało to tak:

_dsc4971

Następnie weszliśmy na górę, w celu obfocenia tłumu, który na swój, ostatnio modny, cyfrowy sposób przeżywał Mękę Pańską. Wyglądało to tak:

_dsc5021

Oczywiście nie obyło się bez zabaw w stylu “zawłaszczenie przez dotknięcie”, czyli focia z krzyżem na nasza-klasę, pt. Ja na Golgocie. Ludzie, macie nasrane pod kopułą!

Pchacie się z tymi wydmuszkami w samo centrum, max macie tam 35 mm (o ile) i co wy chcecie ćwiczyć? Pukacie focie syframi, pchacie się na Jezusa (wy, poganie, wy), a nic wam z tych fotencji robionych jedną ręką nie wyjdzie. Trzymacie nad głowami kamerki, gdzie w kadrze macie głowy i pół krzyża, przy okazji zasłaniając innym.

Po co Wam to ja się pytam? Naprawdę siedzicie w domu i oglądacie zajebiście kiepsko nakręconą Drogę Krzyżową podczas obiadu? Wrzucacie zdjęcia na tapetę czy inną lodówkę? Nie posiadacie za grosz wyczucia estetyki, a w domu jaracie się tym gównem. Przy okazji utrudniacie pracę innym.

W tym tłumie były małe dzieci, które, cytuję, “nie były zadowolone”. Bo syf zrobiliście na tej imprezie. Panowie Legioniści tez nie byli zadowoleni, kiedy babcie przelatywały im między Jezusem, którego odstawiali. Ładne mi przeżywanie.

Tylko Mrówa z ekipą fajnie przygrywali, dla nich warto było przyjść, o.

Kami

Niedziela.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , on marzec 4, 2009 by kamilsien

Już w sobotę od rozmowy z Aśkiem wyrwał mnie telefon z Krakowa. Bo wypadało by coś zjeść, spotkać się. Ok, ja bardzo chętnie, ale jestem 11 h pociągiem dalej.

Udało mi się dojechać, mimo iż spałam jak suseł, będąc sama w przedziale, a jechałam z dwojgiem panów bez biletów, ale za to z wyrokiem i odsiadką w pudle.

Po tych 11 h wyrwanych z życia, dosłownie padłam na twarz. Śniło  mi się, ze rozmawiam z Agą P., że jej coś tłumaczę, że nie wyjdę na obiad bo nie mam spodni, jutro ważny dzień, a wszystko w praniu.

Macie czasem po bardzo głębokim śnie uczucie, że jesteście jakby poza rzeczywistością? Budzisz się i nie wiesz gdzie jesteś, mimo iż dobrze znasz to miejsce. Dziwi cię, czemu akurat jesteś tu, a nie tam. I to paskudne zimno nieprzyjemnie przenikające twoje ciało.

Miałam wrażenie, że jeżeli choć wychylę się zza koca, to cały ten obraz pokoju na Grzegórzkach pójdzie się kochać. Najzwyczajniej wszystko rozleci się w pył, włącznie z moim tyłkiem. Bardzo niekomfortowe uczucie.

Ostrożnie sięgnęłam po komórkę, lista połączeń odebranych. Naprawę rozmawiałam z Agą. Damn!

Od lat pielęgnuję w sobie prześmieszną i całkowicie dla mnie naturalną umiejętność prowadzenia konwersacji podczas snu. Największy ubaw ma osoba, która sypia ze mną regularnie, regularnie również opiekuje się moimi nietrzeźwymi zwłokami, tj. Jedyny. Urywki w stylu: “Ika, ika!”, “Kochanie, plecak masz na suficie”, “Ja chcę grać w tenisa 3d!”, są już kanonem pijackich opowieści.

Kwestia co powiedziałam Adze. Dzwonię zaaferowana w celu wyjaśnienia. Otóż rzeczywiście coś tam buczałam do telefonu, a jedyne, co było w miarę zrozumiałe to, to iż nie mam spodni.

Spodnie to poważna sprawa, no.

A teraz trochę zdjęć.

Pasek z Nowego Portu. KLIKAĆ.

toxicmin

Luzem z Brzeźna i Babich Dołów.

_dsc2115_dsc2188_dsc2185

Jedyny, bo cholera się zakochałam w tej focie *_*. W tym na focie też.

_dsc2233

Kami

Wiocha.

Posted in Uncategorized tagi , on luty 28, 2009 by kamilsien

Kaca mam potężnego, więc trochę nieskładny post będzie.

Kontynuując moje hobby nabyłam bilet całodobowy i wyruszyłam do Nowego Portu, aby kontemplować przesypywanie zboża. Bardzo relaksujące zajęcie. Zakosztowałam też morskiego rejsu (czyt. przepłynęłam kanał). Generalnie – szwendałam się nad wodą. Dla zabicia czasu, bo wszyscy albo na studiach, albo w budzie. Wieczorem pub. I tu nastąpiło moje zdziwienie.

W Gdańsku głównym nie ma knajp. Takich knajp z klimatem. Ok, weszliśmy do Duszka, pełen wszelkiej maści upadłych bytów (za to kocham to miejsce). No to dalej, burżujska, acz sympatyczna, Cafe Kamienica na Mariackiej. Cudem dopadliśmy stolik na dwie osoby. Tylko drogo tam jak diabli. No to przenosimy się do kolejnej meliny – U Szkota. Oczywiście po drodze natknęliśmy się może na 10-15 osób. Przypominam, piątek wieczór. Wchodzimy do Szkota o godzinie 22, a babka mówi nam, że już zamyka… No ja przepraszam. Wysiadam.

Red Light pełen i zaczęli grać jakieś techno czy coś. Obrzydlistwo. W La Dolce Vita za sterylnie, to samo w CICO. Pubowa masakra.

Nic, pusto, wyludnienie, knajpy o poziomie wystroju porównywalnym z najbliższym szpitalem. Pozostaje zamknąć się w domu i zabić okna.

Za bardzo przesiąkłam Krakowem. Nie do pomyślenia jest dla mnie, że w centrum co 50 m nie ma pubu, a co 100 m kebaba. Tak się nie da funkcjonować. Prowincja pełną gębą.

Ratunek znalazłam we wsi jeszcze większej niż ten mój Gdańsk. We wsi, gdzie obecnie jeździ 4 a nie 6 eNek. We wsi, gdzie ludzie srają psami na  każdym skrawku ziemi. W Pruszczu. Galeria nigdy nie zawiedzie.

I tak wróciłam po 3, zygzakiem, uradowana.

Kami

Spacerowo.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , on grudzień 25, 2008 by kamilsien

Tradycyjnie juz udalismy sie na spacer po Gdansku. Staralam sie wywalczyc Wrzeszcz lub Nowy Port, lecz Jedyny uparl sie na Glowne Miasto. Cel – pobawic sie nowymi zabawkami. On swoim deCzysta, ja Tokina.

Wiacie, jak to jest miec faceta w ktorym wciaz siedzi 5-latek? Jak mu sie oczeta ciesza, gdy widzi cos dlugiego, metalowego i jasnego? Krazyl wokol mnie, krazyl. W koncu, juz na Mariackiej, zapytal czy moze potestowac i od tej pory, az do Dlugiego Targu Tokina wisiala na szyi Jedynego.

No coz, po prostu jak widze, ze mu sie oczy swieca, to we mnie peka. Odzywa sie cos na ksztalt matczego instynktu. Niech sie dziecko bawi.

Kazda kobieta jest zarowno matka jak i kochanka.

A oto krotki pasek z naszej wyprawy. Bylismy, gdzie zwykle bywamy. Maricka, Wyspa Spichrzow, Powroznicza, Zaulek Zachariasza Zappio. Tym razem bez ciasteczek z Maraski.

KLIKAC.

Lubie te miejsca. Zawsze jest gdzie sie zaszyc. Poza tym, mozna rzecz, ze tu sie “zakochiwalam”. Jedyny zawsze mi imponowal swoja wiedza na temat dawnego Gdanska. Zawsze wiedzial kto i gdzie. Pokazywal miejsca, o ktorych istnieniu nie mialam pojecia. To samo jest w Krakowie. Choc tam, rzadko wprawdzie, ale czasem, udaje znalezc mi sie cos, co dla Marcina bedzie nowoscia.

W ramach rekompensaty moglam pokazac mu tylko Wieden. Swoja droga, pojechalabym tam.

Kami

Najbrzydsza choinka a.d. 2008

Posted in Uncategorized tagi , , , on grudzień 24, 2008 by kamilsien

And the winner is…

Oczywiscie Gdansk :). Tak rzecze Kami i Jedyny, ktorzy wczoraj na paskude trafili idac na Powrozniacza.

A w domu… Mam wrazenie, ze tylko radosc kota na moj widok jest bezinteresowna. “Kamis idz do sklepu”, “Kamis zanies kartony”, “Odkurz”… I tak caly dzien. Poczuj ducha swiat, nie ma co.

Ale przynajmniej mieso jesc daja.

Dla rekompensaty kupilam sobie nowe cacko. Zarabiam – wydaje i inne takie bzdety. Licytowalam dla beki i cholera wylicytowalam. Kit, ze za 1,5 tys. Bywa i tak… ;).

Oto moja nowa kolezanka: Tokina 80-200/2.8 aka obiektyw sluzacy do samoobrony, aka czolg, aka stalowa dziewica :

A teraz, kto chce kupic zajebiscie optyczny Nikkor 70-210/4-5.6, stan niemalze nowka?

Kami

Gdansk jesiennie.

Posted in Uncategorized tagi , , , , , , , , , , on październik 21, 2008 by kamilsien

Park Oliwski. KLIKAC.

Spacer z Pobrzeza na Piwna. KLIKAC.

Przyjemnie bylo. Malo zdjec, duzo przemierzonych kilometrow, sporo tesknoty za Jedynym, pare spotkan.

Zaniedbuje ostatnio bloga. Nie mam czasu niestety, a jak juz go znajde, to cos mi sie zwala na glowe. Dzis byly to dwie Panie interesantki, co to wpadly do nas na herbatke. Musimy z Jedynym postawic na nogi laptopa oraz wymyslic cos foto-prezentowo-rocznicowego.

Ide spac, jutro praca czeka.

Kami