Znowu wylądowałam na północy. Stosuję 3xO. Odpocząć, ochłonąć, odetchnąć. Jakoś poukładać ten cały bałagan, co to zdążył się nagromadzić w mej główce. Odpocząć po tygodniach leżenia i kontemplacji sufitu. Ochłonąć po ostatnich sprzeczkach. Odetchnąć od mojego M.. Po paru dniach bez jego osoby naprawdę kocham go jeszcze bardziej. To najlepsza terapia.
Niestety, przebywanie ze sobą na 16 m kwadratowych wymaga naprawdę sporo cierpliwości. Te dwie osoby muszą się naprawdę mocno kochać, tylko to może powstrzymać od uduszenia tej drugiej podczas snu. Pojawiają się przyziemne problemy – skarpety na podłodze, butelki i pretensje.
Pretensje kobiety wysysają z mlekiem matki. Mogą zaklinać się, że nie, one takie nie będą. Na próżno. Zawsze wyjdzie szydło z worka. Pretensje to nasza natura.
Tak więc ruda dusza, która już nie jest rudą, pojechała odpocząć i już strasznie tęskni.
Jako że wkraczam od poniedziałku w nowy etap życia (taką mam przynajmniej nadzieję), jako typowa kobieta z pretensjami, bardzo typowo zmieniłam sobie odcień siana na mym czubku. Na sianowaty, czyt. mój naturalny. Ostatnio jak pokazano mi zdjęcie, na którym byłam blondynką – nie rozpoznałam siebie. Dziś za to nie poznawałam siebie w autobusie. Ironia.
Ale już wiem co będzie następne – marchewka, czysta esencja marchewki, 100% marchewki w marchewce i w ogóle, o.
Ostatnio lubię jeździć środkami komunikacji miejskiej. Zawsze o parę przystanków za daleko, zawsze coś pomylę. Z godzinnej wyprawy robię trzygodzinną. Świetna atmosfera na przemyślenia. Poukładanie tego i owego.
Dziś odwiedziłam Babie Doły. Koniec świata, znaczy się, jeden z końców, bo świat składa się z gałęzi. Zdjęć póki co nie będzie, bo moja rodzicielka skitrała mi walizkę. We własnym domu, no…
Chcę wiosnę, chcę słońca. Tak jak dziś na plaży przez te parę minut po deszczu.
Kami