Dziury nie będzie. Jedyny boi się swoich przedwiecznych. Jest czego, załatwił dywan.
Wracając do tytułu. Zarówno ja, jak i Jedyny mieliśmy dość haniebny okres podczas dojrzewania. Słabość do taniego wina. Bardzo taniego, o bukiecie siarczanu.
On – absolwent “jedynki”, Ona – uczennica Monopolówki. On – z mandatami “za zaśmiecanie środowiska”, Ona – uciekająca po lesie przed “krasnalami”. On – człowiek o jednorazowym rachunku na tanie wino za 400 zł, Ona – przodowniczka klubu “obalam wino za krzakami przed szkołą”. Para idealna.
Od ponad 1,5 roku nie było okazji. Zaczęliśmy preferować droższe trunki, zwłaszcza whiskey. Ustatkowaliśmy się, zdobyliśmy wykształcenie. Dziś pijamy wina powyżej 20 zł i to w nie byle jakim towarzystwie. Dodatkowo – zawsze ciepło nam w tyłki.
Aż do ostatniej imprezy. Zabierając koleżankę i pranie po drodze wstąpiliśmy do monopolowego. Koleżanka jest niesamowicie winna (my trochę mniej), nie da rady.
Stojąc obok stabów doznałam olśnienia.
Tam są “Byki”. Całe stado. Wydusiłam tylko “Kochanie, kup mi jabola…”. Jedyny pochwycił w mig (za to go kocham), a Pani za ladą… no cóż, powiem tylko tyle – za “Fernandro” zapłacisz kartą Master Card, widok miny ekspedientki – bezcenny.
Aga? Aga powiedziała, że już więcej do sklepu nie wejdzie. Nie mogła patrzeć, jak to świństwo pijemy.
Moja? Moja się kwasiła potwornie i miała dreszcze.
Jedyny? Cieszył się jak dziecko, odbił butelkę, sfiniszował i zrobił dziurę w dywanie.
Smak młodości.
Kami
Edit.
Zapomniałam napisać, jak do tego doszło. Popcorn mój facet robił. Pamiętajcie dzieci, nie kładcie gorącego garnka na dywan.